Piszemy profesjonalnie ...


Piszemy prezentacje maturalne na każdy temat !

W ciągu 4 lat naszej działalności zaufało nam wielu maturzystów, którzy z powodzeniem zdali egzamin dojrzałości.

Aktualnie na prezentacje maturalne udzielamy 10% rabatu !

Istnieje możliwość napisania pracy na podstawie nadesłanej bibliografii

Profesjonalne prezentacje maturalne już od 99 zł !

Zamów już dziś ! - Wystarczy wypełnić formularz po lewej stronie!

Czas oczekiwania 6-9 dni ( w zależności od trudności pracy)

środa, 14 stycznia 2009

Motyw Boga w literaturze starożytnej

„Poznajemy Boga przez to samo, że wiemy, iż nie wiemy, czym jest Bóg” – w tym stwierdzeniu św. Tomasza z Akwinu daje się streścić całokształt ludzkich rozważań i wyobrażeń nt. tzw. Boga – Istoty Najwyższej, nieuchwytnego transcendensu, będącego źródłem ziemskiej rzeczywistości i/lub warunkującego jej trwanie i specyfikę.Swoją prezentację pragnę rozpocząć od ekspozycji różnych typów wyobrażeń o Boskiej istocie, przejawianych przez zbiorowości od zarania czasów historycznych.
W starożytnych Indiach narodził się tzw. emanatyzm, wyrażający się w przekonaniu, iż wszystko – cała przyziemna rzeczywistość, wszyscy ludzie etc. – są emanacją substancji pierwotnej – Brahmy. Tylko mędrzec na co dzień obcujący z religią zdolny jest poznać Brahmę w jej pierwotnej, najdoskonalszej postaci. Wszystkie byty z Brahmy wyemanowane podlegają jej w sposób bezwzględny. Taki prąd religijno-filozoficzny stanowić miał uzasadnienie orientalnego despotyzmu w jego babilońskim, perskim czy egipskim wydaniu.
W kręgach intelektualnych Grecji, pogrążonej w politeizmie, pojawił się zgoła odmienny prąd – kreatyzm, ewoluujący od czasów tzw. jońskiej szkoły filozofów przyrody, a zwłaszcza jednego z jej najwybitniejszych przedstawicieli – Anaksymandra. Twierdził on, iż źródłem wszelkiej materii jest tzw. apeiron – coś odmiennego, nieuchwytnego, nieosiągalnego dla ludzkiej myśli. Apeiron dał początek światu; zeń też wypływają wszelkie zmiany w jego obrębie. Jego filozofię rozwijał Heraklit z Efezu, który stworzył pojęcie logos – kosmicznego rozumu, warunkującego materialną rzeczywistość oraz wszelkie myśli i zachowania człowieka, nieodmiennie mające praźródło w usytuowanym ponad ludzką świadomością transcendensie. Tropem tym szedł także Platon ze swoją nauką o świecie idei i świecie rzeczy, będącym refleksem tego pierwszego, niepoznawalnego dla szarego człowieka, oraz jego wielki następca – Arystoteles.
Nawiązywali do tych nurtów filozoficznych wielcy myśliciele chrześcijańscy – św. Augustyn, św. Anzelm, św. Bonawentura, św. Tomasz i wielu innych, o czym mam jeszcze zamiar powiedzieć.
W parze z rozważaniami o metafizycznej naturze Boga zawsze szły wymieszane z egzystencjalnymi obawami domysły o jego stosunek do człowieka. Judaizm, a w ślad za nim – chrześcijaństwo – uznawały, iż Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo, ambiwalentne były jednak imaginacje korelacji na linii Bóg-człowiek. Dla jednych był on bezwzględnym Sędzią, bez wahania wymierzającym grzesznikom ciężkie kary, czy to pod postacią klęsk elementarnych, jak w „Starym Testamencie”, czy wielkiego Sądu połączonego z końcem świata w dotychczasowym wymiarze, jak w „Objawieniu św. Jana”. Dla innych z kolei objawiał się jako oaza łaskawości, wyrozumiałości i nieskończonego miłosierdzia, nawet wobec największych grzeszników („Nowy Testament”).
Literatura w ciągu wieków nieodmiennie była odbiciem ludzkich wyobrażeń o Bogu i jego stosunku do człowieka. W ślad za wyobrażeniami filozofów, ale i zwykłych ludzi przedstawiano Boga w sposób skrajnie różnoraki. Niezmiennie wszakże Istota Najwyższa była czymś dla człowieka niepoznawalnym, by nie rzec – obcym, w sposób arbitralny warunkującym całą jego egzystencję.W „Księdze Rodzaju”, rozpoczynającej „Stary Testament”, zawarte jest wyobrażenie nt. początku ludzkości. Bóg stworzył przepiękny świat, pełen zwierząt i roślinności. Finałem procesu stworzenia był człowiek – istota dokonana na podobieństwo Najwyższego. Bóg, widząc, iż Adam, pierwszy stworzony człowiek, czuje się samotny, zesłał nań głęboki sen i z jego żebra stworzył pierwszą kobietę – Ewę. Dwoje ludzi zamieszkało w Raju, z którego mogli czerpać nieograniczone obfitości. Nie było zła, bólu, pracy i obowiązku. Bóg zastrzegł jednak: „Nie wolno wam jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła”. Człowiek jednak, którego immanentną cechą stworzenia była niedoskonałość, nie mógł poprzestać na takim wytłumaczeniu. Ewa, kuszona przez Węża (symbol transcendentnego zła, przeciwieństwa Boga – Szatana), zerwała z Drzewa Poznania jabłko, ugryzła je i podała Adamowi. Bóg za złamanie zakazu zesłał na nich ból i cierpienie. Wyrzuceni z raju, znaleźli się na ziemi, „padole łez”, gdzie przeznaczona im była „praca w pocie czoła”, niejednokrotnie nędza i cierpienie, wszystkie właściwe śmiertelnikowi wyrzeczenia.
Niedoskonały człowiek okazał się istotą niezdolną do życia w doskonałej rzeczywistości Raju. Zrywając jabłko z Drzewa Poznania, posiadł Boską tajemnicę, pozwalającą na odróżnienie Dobra od Zła. Złamawszy Boski zakaz, wszedł w posiadanie wolnej woli, co implikowało oczywistą niemożność dalszej egzystencji w świecie bez wyboru. Odróżniwszy Dobro od Zła, człowiek nagle odkrył, iż nagość, w jakiej bez skrępowania przebywał w Raju, jest zła i niepożądana. Podświadomość kazała mu zrezygnować z rzeczywistości bez bólu i cierpienia, integralnych cech jego własnej niedoskonałości.
W dalszej części „Księgi Rodzaju” poznajemy historię rodu Abrahama – patriarchy Izraelitów, i jego powołania przez Boga do przewodzenia narodem, który w przyszłości Bóg miał pobłogosławić i wybrać do wykonania swoistej misji.
Pan rzekł do Abrahama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twojego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będę, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi”. Abraham udał się w drogę, jak mu Pan nakazał.
To dzięki wierze złożono mu obietnicę, iż wszystkie ludy ziemi otrzymają błogosławieństwo w jego potomkach. Mimo upływu czasu i pozornej absurdalności kultywowanej w dalszym ciągu nadziei, Abraham nadal wierzył w złożoną mu przez Boga obietnicę. Istniał na świecie ktoś, kto posiadał nadzieję. Czas mijał, wieczór stawał się stopniowo nocą, Abraham nie dopuścił się żadnego odstępstwa od swojej nadziei; w ten sposób i on również nigdy nie zostanie zapomniany. Później poznał smutek, a ból smutku, zamiast rozczarować go tak jak życie, uczynił dla niego to, co mógł, ofiarowując mu słodycz zwodniczej nadziei. Rzeczą ludzką jest poznać smutek, rzeczą ludzką jest dzielić ból z cierpiącym, ale o wiele ważniejsze jest wierzyć, a jeszcze bardziej krzepiącą i dobroczynną jest rzeczą kontemplowanie tego, kto wierzy. Abraham nie pozostawił nam po sobie lamentów. Nie liczył z nostalgią dni. Nie patrzył z niepokojem na Sarę, aby sprawdzić, jak mijające lata żłobią zmarszczkami jej twarz. Nie zatrzymał biegu słońca, aby przeszkodzić jej w starzeniu się, a razem z nią w starzeniu się jego oczekiwań; nie śpiewał Sarze smutnych pieśni, aby ukoić swój ból. Zestarzał się, a z Sary podrwiwano w wiosce. A jednak był wybrańcem Boga i dziedzicem obietnicy, według której wszystkie ludy na ziemi miały otrzymać błogosławieństwo w jej licznym potomstwie. Czy nie byłoby lepiej, gdyby nie był wybrańcem Boga? Co więc oznaczy bycie nim? To oznacza dostrzec, że wiośnie życia odmawia się tego, co jest pragnieniem młodości, aby po wielkich trudach zostać wysłuchanym na starość.
Bez mała Boskie okrucieństwo wobec człowieka poznaje czytelnik „Starego Testamentu” w dalszej części „Księgi Rodzaju”. Bóg, widząc zło postępujące na Ziemi wśród ludzi, których stworzył, ich wielką niegodziwość i wrogie usposobienie, żałował, że wykreował człowieka. Wreszcie rzekł: „Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni Ziemi: ludzi, bydło, zwierzęta pełzające i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem”. Jedynym człowiekiem, którego Bóg darzył życzliwością i zaufaniem, był syn Lameka, Noe, do którego rzekł: „Postanowiłem położyć kres istnieniu wszystkich ludzi, bo Ziemia jest pełna wykroczeń przeciw mnie; zatem zniszczę ich wraz z Ziemią.” Zapowiedział On wielkie deszcze, które padając na ziemię bezustannie przez czterdzieści dni i nocy, wywołają potop, który pokryje wodą Ziemię całą, zgładzi wszelkie żyjące stworzenia, a wraz z nim nastąpi klęska człowieka. Postanowił jednak ocalić Noego i jego potomstwo, oraz po parze z każdego gatunku zwierząt żyjących na Ziemi, by dać początek nowemu rozkwitowi natury. Następnie Pan przedstawił Noemu instrukcję wykonania arki, statku, który powleczony smołą i okryty dachem przepuszczającym światło, miał ponieść jego i zwierzęta po szalejących i nie ustępujących wodach. Rozkazał również mężczyźnie, by zgromadził pożywienie niezbędne dla przeżycia jego rodu, oraz paszę dla wszystkich zwierząt zabranych do arki. Ten wykonał wszystko tak, jak Bóg polecił mu uczynić.
Był to siedemnasty dzień, drugiego miesiąca, szóstego wieku życia Noego. Pan Bóg zesłał na ziemię deszcz. Trysnęły z hukiem wszystkie źródła Wielkiej Otchłani i otworzyły się upusty nieba. Gdy wszystkie gatunki zwierząt zostały sprowadzone do arki, drzwi jej zostały zamknięte. Deszcz wciąż padał, a na Ziemi przybywało wody. Zalała ona krzewy, drzewa, całe lasy i doliny, pokryła wzgórza i pochłonęła najwyższe szczyty gór istniejących na ziemi, siejąc śmierć i spustoszenie wśród wszystkich zwierząt i ludzi znajdujących się poza arką. Cała powierzchnia lądu została zalana, życie wymarło, a woda utrzymywała się jeszcze przez sto pięćdziesiąt dni.
W końcu Bóg zamknął źródła Wielkiej Otchłani, po czym nastały wielkie wiatry, a woda powoli, lecz nieustannie ustępowała miejsca lądu. Miesiąca siódmego i dnia siedemnastego arka osiadła na górach Ararat. Po trzech miesiącach ukazały się szczyty gór. Grunt jednak wciąż był mokry, a Noe, otworzywszy okno arki, wypuścił gołębicę, aby się przekonać, czy wody ustąpiły z powierzchni ziemi. Ta jednak nie znalazłszy miejsca, gdzie mogłaby usiąść, powróciła do zbawiennego statku. Po upływie siedmiu dni następna wypuszczona gołębica powróciła, niosąc w dziobie świeży listek z oliwnego drzewka. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła. Odczekał jeszcze następny tydzień, po czym znów wypuścił białego ptaka, który tym razem nie powrócił w ogóle.
Ziemia była już niemal całkiem sucha. Po upływie dwudziestu siedmiu dni, Bóg przemówił: „Wyjdź z arki wraz z żoną, synami i żonami twoich synów. Wyprowadź też z sobą wszystkie istoty żywe: z ptactwa, bydła i zwierząt pełzających po ziemi; niechaj rozejdą się po ziemi, niech będą płodne i niech się rozmnażają.” Budowniczy, na znak radości i wdzięczności wybudował ołtarz, na którym złożył Panu w ofierze pieczone mięso. Bóg zapowiedział wówczas, że nie będzie już złorzeczył ziemi, jej płodów, oraz wszystkich zwierząt ze względu na ludzi, gdyż „usposobienie człowieka jest złe już od młodości”. Na znak przymierza, które Bóg zawarł z naturą na wszechczasy, utworzył On tęczę, która mieniąca się barwami, rozciągnięta od obłoku do obłoku, symbolizowała zgodę którą on zaprzysiągł między sobą, a wszystkimi istotami jakie są na ziemi.
Jaki całościowy wizerunek Istoty Najwyższej można wyprowadzić na postawie lektury „Księgi Rodzaju”? Przede wszystkim, czytelnika uderza poczucie totalnej nicości człowieka wobec wszechmogącego Boga. Najwyższy, twórca człowieka, rządzi całym jego życiem: stosuje wobec niego arbitralne nakazy (Adam i Ewa), obdarza swoją łaską jeden określony, wybrany ród, innych ludzi wykluczając poza ramy błogosławieństwa, wreszcie zaczyna wręcz przejawiać nienawiść wobec swojego, tak niepokornego Stwórcy, dzieła, i postanawia zniszczyć prawie cały ludzki rodzaj. Bóg kreowany jest tu w aureoli bezwzględnego sędziego, którego podporządkowana jest cała ludzka zbiorowość w ogólności oraz każdy człowiek z osobna. Obce jest mu miłosierdzie i współczucie wobec człowieka, dla natury którego konstytutywną cechą jest przecież niedoskonałość. Człowiek jest podporządkowany bezwzględnemu Stwórcy w całościowym wymiarze. Jego los jest fatalny i z góry zdeterminowany wolą transcendensu.
Kreację Boga, wyłożoną na kartach „Nowego Testamentu”, uznać można na tym tle za dychotomiczną. Bóg owszem, karze za złe, nie czyni tego jednak „na oślep”, jak żydowski archetyp Stwórcy w „Starym Testamencie”. Wręcz przeciwnie – nawet największy grzesznik liczyć może na najdalej idące zrozumienie i pomoc w nawróceniu na drogę pozwalającą połączyć się z Chrystusem w ramach Komunii Św.Przytoczenia wymaga historia św. Marii z Magdali. Według biblijnej relacji Maria pochodziła z Magdalii – „wieży ryb” nad Jeziorem Galilejskim, ok. 4 km na północny zachód od Tyberiady. Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów (Mk 16, 9; Łk 8, 2). Odtąd włącza się ona do grona Jego słuchaczy i wraz z innymi niewiastami troszczy się o wędrujących z Nim ludzi. prezentacje maturalne 2010.
Po raz drugi wspominają o niej Ewangeliści pisząc, że była ona obecna podczas ukrzyżowania i śmierci Jezusa (Mk 15, 40; Mt 27, 56; J 19, 25) oraz zdjęcia Go z krzyża i pogrzebu. Maria Magdalena była jedną z trzech niewiast, które udały się do grobu, aby namaścić ciało Ukrzyżowanego, ale grób znalazły pusty (J 20, 1). Kiedy Magdalena ujrzała kamień od grobu odwalony, przerażona, że Żydzi zbezcześcili ciało ukochanego Zbawiciela, wyrzucając je z grobu w niewiadome miejsce, pobiegła do Apostołów i powiadomiła ich o tym. Potem sama ponownie wróciła do grobu Pana Jezusa. Zmartwychwstały Jezus ukazał jej się jako ogrodnik (J 20, 15). Ona pierwsza powiedziała Apostołom o Chrystusie, że On żyje (Mk 16, 10; J 20, 18). Z kolei w niektórych księgach apokryficznych Maria Magdalena przedstawiana jest jako żona Zbawiciela, z którą ten uciekł do Galii.
Nie wiemy, co św. Łukasz miał na myśli, kiedy napisał o Marii Magdalenie, że Pan Jezus wypędził z niej siedem złych duchów. Św. Grzegorz I Wielki utożsamiał Marię Magdalenę z jawnogrzesznicą, o której na innym miejscu pisze tenże Ewangelista (Łk 7, 36-50), jak też z Marią, siostrą Łazarza, o której pisze św. Jan, że podobnie jak jawnogrzesznica u św. Łukasza, obmyła nogi Pana Jezusa wonnymi olejkami (J 11, 2). Współcześni bibliści, idąc za pierwotną tradycją i za ojcami Kościoła na Wschodzie, uważają jednak, że imię Maria miały trzy niewiasty nie mające ze sobą bliższego związku. Dotąd tak w liturgicznych tekstach, jak też w ikonografii Marię Magdalenę zwykło się przedstawiać w roli Łukaszowej jawnogrzesznicy, myjącej nogi Pana Jezusa. Najnowsza reforma kalendarza liturgicznego wyraźnie odróżnia Marię Magdalenę od Marii, siostry Łazarza, ustanawiając ku ich czci osobne dni wspomnienia. Marię Magdalenę nieraz utożsamiano także z Marią Egipcjanką, nierządnicą (V w.), która po nawróceniu miała żyć jako pustelnica nad Jordanem. Kult św. Marii Magdaleny jest powszechny w Kościele tak na Zachodzie, jak i na Wschodzie.
Podobny charakter ma przypowieść o Łazarzu, wielkim grzeszniku, którego Syn Boży, w swym nieskończonym miłosierdziu, wskrzesza i pozwala nawrócić się na drogę jedności z Bogiem. Analogiczna sytuacja ma miejsce wreszcie w chwili śmierci Pana Jezusa na krzyżu, kiedy przebacza on wiszącego na przeciwnym krzyżu, proszącemu o łaskę zbrodniarzowi.
Mający źródło w judaizmie pierwowzór Istoty Najwyższej wykluczał typowy dla chrześcijaństwa personalizm – przekonanie o godności każdego człowieka i skupienie się na jego ziemskich odczuciach, doznaniach, doświadczeniach, także tych najgorszych, wstydliwych. Chrześcijański Bóg Ojciec oraz zesłany przezeń na ziemię Pomazaniec zdolni są do najwyższego miłosierdzia wobec człowieka. Najgorszy zbrodniarz, o ile tylko wykaże refleksję nad swoim postępowaniem i chęć nawrócenia, liczyć może, przy własnym wysiłku o Bożej pomocy, na zbawienie. W ewangelicznej historii o Marii Magdalenie Jezus Chrystus wypowiada znamienne słowa: „Ten z was, który jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień”. Żaden człowiek nie może być ostatecznym sędzią postawy swojego bliźniego, każdy natomiast człowiek z osobna liczyć może od Istoty Najwyższej na daleko idące zrozumienie własnej słabości i przebaczenie w ramach sakramentu Spowiedzi Św. oraz Pokuty, następnie – na łaskę uświęcającą pod postacią Komunii Św. Nadal jednak Absolut zdolny jest determinować ziemską rzeczywistość. Prawda ta zawiera się w twierdzenie Jezusa: „Albowiem nie znacie ani dnia, ani godziny”. Człowiek winien, w ramach własnego wysiłku i w ścisłej łączności z Bogiem, żyjąc w zgodzie z normami wyznaczonymi przez Dziesięcioro Przykazań, postępować dobrze, zbliżać się do Boga, poznawać go poprzez prawdy przezeń głoszone, zasługując w ten sposób na łaskę uświęcającą.
Znowuż diametralnie innego wizerunku Boga dostarcza „Apokalipsa” według św. Jana, mieszcząca w się w kanonie „Nowego Testamentu”. Teolodzy próbują to tłumaczyć mającymi źródło w początkach chrześcijaństwa rozbieżnościami pomiędzy Ewangelistami pochodzącymi z Judei i Galilei, a tymi z Azji Mniejszej, jak św. Jan. Prześladowania chrześcijan w Azji. Bitynii, Kapadocji i innych rzymskich prowincjach w I wieku n.e., a także pierwsze herezje (potężny ruch gnostycki) rodziły wśród wiernych nauce Chrystusa teologów przekonanie o nieuchronnym i tragicznym dla grzeszników końcu ziemskiej rzeczywistości w jej dotychczasowym, nieszczęsnym wymiarze.
„Apokalipsa” to z greckiego apokaliptis – odsłonięcie, objawienie. Św. Jan Ewangelista, który stworzył relację ze swego rzekomego objawienia na wyspie Patmos w 95 lub 96 roku n.e. (czasy prześladowań chrześcijan przez aparat terroru cesarza Domicjana), adresuje swoje „dzieło” do chrześcijan zamieszkujących jego rodzinną Azję Mniejszą, księga ma jednak charakter uniwersalny, ponadczasowy. W siedmiu proroczych wizjach ukazane są „dzieje przyszłych cierpień i końcowego zwycięstwa”: św. Jan poznaje wielką metaforę przyszłych losów człowieka i świata, aż do czasu ostatecznego pojedynku Wszechmogącego Boga oraz szatana. Spisane w jedynej w „Nowym Testamencie” księdze proroczej wizje mają stanowić nadzieję dla jednych i przestrogę dla innych.
„Apokalipsę św. Jana” nazwano „teologią dziejów ludzkości”. Choć krótkowzrocznemu człowiekowi może się wprawdzie, jeśli weźmie pod uwagę ogrom zła i cierpienia na ziemskim padole, wydawać, iż Stwórca zapomniał o świecie i człowieku, ostateczne zwycięstwo w walce z metafizycznym, a także materialnym (personifikowanym przez ludzkie postępowanie) złem przypadnie jednak w udziale Bogu, wierni religijnym nakazom zaś zbudują Nowe Jeruzalem – krainę „szczęśliwości wiecznej”. Inny los czeka tych, którzy gardzili Bogiem i walczyli przeciwko Niemu – dla nich przeznaczone jest „jezioro płonące siarką ognistą”.
Pierwsze, co w lekturze „Apokalipsy” uderza, to fakt, iż zwycięstwo Chrystusa Pana jest pewne. Wszystko odbywa się niezmiennie według z góry ustalonego, Bożego planu. Na Niebie panuje radość i euforia, na Ziemi dochodzi do pomniejszych klęsk, w niczym jednak nie przeszkadza to Chrystusowi realizować planu ostatecznego unicestwienia szatana. Jan, obserwując otwierane kolejno pieczęcie, widzi wielkie przemiany i katastrofy, w jakich dokonuje się przygotowanie do ostatecznego rozrachunku: trzęsienia ziemi, wylewy mórz, roje szarańcz, prowadzonych przez anioła ciemności i nękających grzeszników. Obraz ten jest symbolem jarzma grzechu, którego skutkiem jest udręka fizyczna i moralna. Plagą tą nie zostają dotknięci ci, którzy noszą na czole „pieczęć Baranka”. W „drugim Biada” tłumy diabelskich jeźdźców pędzą od Eufratu w cztery strony świata. Ginie trzecia część ludzkości, reszta jednak wciąż nie chce się nawrócić. Następnie Jan widzi, iż Kościół i cała chrześcijańska wspólnota od momentu narodzin Chrystusa aż po dzień sądu narażone będą na nieustanne ataki diabła i jego satelitów.
Aby lepiej zrozumieć kolejne przesłania, jakie niesie „Apokalipsa”, należy szczegółowo wyjaśnić metaforyczny sens przedstawionych w niej sił. Baranek to oczywiście Jezus Chrystus, Syn Boży, Zbawiciel i Odkupiciel ludzkości, który zrywa kolejne pieczęcie – ujawnia następne etapy dziejów świata i walki dobra ze złem. Niewiasta, którą prześladuje Smok, to symbol Powszechnego Kościoła, który zrodził Mesjasza – Jezusa Chrystusa. Odkupiwszy winy ludzkości, Chrystus idzie do nieba, Niewiasta zaś zostaje przeniesiona na Pustynię (tj. do ziemskiego świata), gdzie żyje 1260 dni (aż do czasów ostatecznych), nieustannie dręczona przez Smoka – symbol szatana, wszelkich mocy przeciwnych Barankowi. Obiektywnie rzecz biorąc, szatan został zwyciężony. Bóg bowiem strącił go z Niebios i pozbawił mocy, tym zacieklej jednak rzuca się diabeł na Kościół i wiernych, których z kolei Bóg ma w stałej opiece.
Św. Jan pisze: „Ujrzałem wtedy Bestię, z morza wychodzącą”. „Bestia z morza”, za którą „świat spogląda pełen podziwu”, której „dano władzę nad wszystkimi narodami, językami i ludami”, to nic innego jak pogańskie Imperium Rzymskie. Miasto Rzym leżało nad morzem, założyli je – według legendy – przybyli drogą morską uciekinierzy z ginącej Troi. Bestia o Siedmiu Głowach, ponieważ Rzym zbudowany został na siedmiu wzgórzach: Kapitolu, Palatynie, Watykanie, Eskwilinie, Kwirynale, Awentynie, Lateranie. Widziana potem „Bestia z lądu” to z kolei Fałszywy Prorok – symbol wszelkich fałszywych nauk, antychrześcijańskich ideologii, słowem – wszystkiego, co w toku dziejów sprzeciwiać się będzie Bogu i Kościołowi.
Wszyscy oni, wraz z Wielką Nierządnicą Babilon – symbolem nie tylko Rzymu, ale i wszelkich zbrodniczych i występnych imperiów w dziejach ludzkości, prześladujących Kościół, oraz Smokiem-szatanem, zostają unicestwieni przez Baranka. Smok, który skrępowany został już podczas umierania Pana Jezusa, przez 1000 lat historii ludzkości (czasów od zmartwychwstania Chrystusa do dnia sądu), skuty w kajdany i rzucony w przepaść czeka w utajeniu, by po upływie tego okresu rzucić przeciwko siłom dobra całą swoją potęgę, ostatecznie jednak, pokonany przez moc Baranka, trafia wraz ze swymi sługi do „jeziora ognia i siarki”. Zaczyna się właściwy moment sądu. Umarli zmartwychwstają, , św. Jan widzi „Nową Ziemię” i „Nowe Jeruzalem”. Wszystkich grzeszników bezwzględnie czeka „druga śmierć”, czyli wieczne potępienie w piekle. Od Bożych wyroków nie ma odwołania. Pan Bóg zapowiada jednak, iż jego nadejścia w chwale nie muszą się obawiać ci, którzy żyją zgodnie z Jego wskazaniami.
W oryginale wizji sądu ostatecznego uderza przede wszystkim faktyczne zaprzeczenie Bożego miłosierdzia. Bóg, uprzednio bardziej Ojciec dbający o swe „owieczki”, znów jawi się tu jako bezwzględny sędzia, wynagradzający dobro i karzący zło, którego wyznawcom pozostanie już tylko „płacz i zgrzytanie zębów”. Przyczyny tego stanu rzeczy można się dopatrywać w pochodzeniu św. Jana, urodzonego w Azji Mniejszej, krainie, w której chrześcijanie byli uciskani bardziej nawet niż na gruncie Italii czy Bliskiego Wschodu. Pojawiały się ponadto herezje, skłaniające pierwszych chrześcijan do uczestnictwa w obrzędach pogańskich. W takich warunkach nietrudno było i wizję wielkiego sądu nad wszystkimi grzesznikami, sądu w praktyce sprzecznego z dogmatem Chrystusowej nauki o Bożym miłosierdziu. Św. Jan Ewangelista zresztą nie był apostołem i widoczny u niego, jak i wszystkich ojców Kościoła z Azji Mniejszej, rozdźwięk w tej właśnie kwestii z poglądami uczniów Chrystusa z Judei, Galilei i Palestyny szczególnie przybiera na sile.
Całościowy wydźwięk „Apokalipsy...” jest dla niedoskonałego, a więc skłonnego do grzechu i występku człowieka wysoce negatywny, rzec by można – tragiczny. Człowiek w wielu sytuacjach nie jest w stanie oprzeć się pokusie zła, fundamentalne znaczenie w dniach sądu będzie mieć zatem świadomość popełnionego zła i szczery żal za grzechy, wyrażony bezpośrednio wobec Boga. Dla tych, którzy wciąż nie będą chcieli przyjąć Jego nauki, przygotowane zostały piekielne męki. Wszyscy prawi chrześcijanie zaś stworzą nowe Królestwo, bez zła, grzechu i implikowanego nimi cierpienia. Tkwi w tym poczucie specyficznej sprawiedliwości: grzesznicy, którzy po wielokroć nie chcieli się nawrócić, przyjąć wyciągniętej przez Boga ręki, by żyć dalej w zgodzie z Dekalogiem, nie mogą, wraz z ludźmi niezmiennie dobrymi, tworzyć Nowego Jeruzalem, to bowiem byłoby niesprawiedliwe wobec żyjących w zgodzie z nauką Chrystusa chrześcijan. Bóg całościowo determinuje ludzkie losy, wyznacza ludzkości uniwersalny system aksjonormatywny- szafuje nagrodą i karą, kategoryzuje zbawionych i potępionych, wszystko w ramach swojej doskonałości i wszechmocy. Taki też usyntetyzowany obraz Najwyższego można ujrzeć na podstawie „Biblii”. „Człowiek jest tęsknotą Boga, jest celem Jego miłości”, jak pisał św. Augustyn”.

Powrót na Górę